Odkąd go wczoraj kupiłam rumienił sie do mnie kusząco:)
Rabarbar:)
Zwykle robię drożdżowe z rabarbarem ku zachwycie rodziny ale dzisiaj postawiłam na co innego:)
Podstawą jest kruche ciasto które u mnie oznacza połączenie mąki, żółtek,cukru pudru i masła do konsystencji mokrej kruszonki...nie zagniatam w ścisłe ciasto tylko potem wylepiam kruszonką formę.
A wypełnieniem był duszony pokrojony na kawałki rabarbar z odrobiną skórki cytrynowej i cukrem.
Efekty bardzo mi sie podobają:)
Kruche ciasto:
ok.1/2 kg mąki( przepraszam ale u mnie wszystko jest na oko)
dwa żółtka(właściwie żółtko i jedno jajko bo potem używam białka do smarowania spodu tartaletek)
pół kostki masła
ewentualnie trochę lodowatej wody
1/2 szklanki cukru pudru( ale można pozmieniać)
Wszystko szybko zagnieść do konsystencji kruszonki( ewentualnie gdyby było za suche dodać trochę lodowatej wody) i wstawić na min.pół godziny do lodówki.
Rabarbar: ok 700g rabarbaru
Rabarbar pokroić na kawałki i udusić na małym ogniu z cukrem( ilość dowolna, ja preferuję kwaśniejsze nadzienie) aż zmięknie...trochę odparować mieszając i odstawić do ostudzenia.
Foremki wysmarować masłem...wysypać bułką tartą i wylepić kruszonką.Ponakłuwać widelcem.
Zapiec w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni( z termoobiegiem) na złoto...
Wyjąć...posmarować dno białkiem(żeby tartaletki nie nasiakąly), nałożyć masę i posypać pozostałą kruszonką.
Piec aż kruszonkowy wierzch lekko sie zrumieni:)
Tartaletki są kruche, lekko kwaskowe, orzeźwiajace...polecam:)
Smacznego!
Ważne są dłonie które przygotowują posiłek i dłonie które tworzą wszystko wokół Ciebie. Ważne są pozytywne uczucia z którymi podchodzisz do obu tych rzeczy...
sobota, 30 kwietnia 2011
piątek, 29 kwietnia 2011
Cytrynowy szpinak na grzankach z fetą
DodatkiDzisiaj popadłam w prawdziwe szaleństwo...naprawdę, straciłam rozum...
Nakupowałam tyle pięknych warzyw...szpinak, botwinkę,ogórki,rzodkiewkę,szczaw,szparagi...żeby wymienić tylko kilka.
A potem jakby było mi mało pojechałam do centrum ogrodniczego i wywlokłam stamtąd ogrom kwiatków na balkon i masę ziół...tymianek,rozmaryn,hyzop,lawendę, mietę( jest jej 9 rodzajów),melisę i inne...
Mówię wam...dobrze że jestem słabym dziewczęciem bo nie wiem jakby się to skończyło.
A kiedy wrócilam do domu najbardziej magnetycznym ze sposobów przyciągał mnie świeży szpinak...tak bardzo do niego tęskniłam.
Dla mnie dobrze przygotowany szpinak musi mieć na pewno dużo czosnku i gałki muszkatołowej...ale jakiś czas temu odkrylam że bezkonkurencyjny jest też w połączeniu ze skórką cytrynową.
Cytrynowy Szpinak:
Składniki:
szpinak( ja wzięłam 1kg świeżego, po obraniu i oskubaniu pewnie jakieś 600-700 g)
kilka szalotek
kilka ząbków czosnku
gałka muszkatołowa
skórka otarta z jednej cytryny
sól i odrobina oliwy
ew. trochę śmietany
Liście szpinaku płuczemy z ziemi i osączamy.
Posiekaną szalotkę szklimy na odrobinie oliwy pod koniec dodając posiekany czosnek. Smażymy mieszając jeszcze parę sekund.
Dodajemy liście szpinaku i mieszamy aż zredukują swoją objętość( można dłużej ale ja lubię nie do końca rozgotowany) a pod koniec dodajemy skórkę z cytryny, startą gałkę muszkatołową( ilość wedle upodobań) i sól(ewentualnie trochę śmietany).
Mieszamy i smażymy jeszcze z minutkę.
Tak przygotowany szpinak jest świetny sam w sobie albo jako dodatek do grzanek lub np. kuskusu( moja dzisiejsza kolacja)...właściwie do wszystkiego.
Ja jednak zrobiłam z nim w pierwszej kolejności grzanki.Oczywiście z chlebka pełnoziarnistego.
Ładne kromeczki skropiłam oliwą, ułożyłam na nich cytrynowy szpinak i posypałam pokruszoną fetą.
Dla zaostrzenia posypałam jeszcze świeżo zmielonym kolorowym pieprzem.
Zapiekałam parę minut w 180 stopniach z termoobiegiem...cudowne drugie śniadanie:)
Albo kolacja...albo..;)
SMACZNEGO!
Nakupowałam tyle pięknych warzyw...szpinak, botwinkę,ogórki,rzodkiewkę,szczaw,szparagi...żeby wymienić tylko kilka.
A potem jakby było mi mało pojechałam do centrum ogrodniczego i wywlokłam stamtąd ogrom kwiatków na balkon i masę ziół...tymianek,rozmaryn,hyzop,lawendę, mietę( jest jej 9 rodzajów),melisę i inne...
Mówię wam...dobrze że jestem słabym dziewczęciem bo nie wiem jakby się to skończyło.
A kiedy wrócilam do domu najbardziej magnetycznym ze sposobów przyciągał mnie świeży szpinak...tak bardzo do niego tęskniłam.
Dla mnie dobrze przygotowany szpinak musi mieć na pewno dużo czosnku i gałki muszkatołowej...ale jakiś czas temu odkrylam że bezkonkurencyjny jest też w połączeniu ze skórką cytrynową.
Cytrynowy Szpinak:
Składniki:
szpinak( ja wzięłam 1kg świeżego, po obraniu i oskubaniu pewnie jakieś 600-700 g)
kilka szalotek
kilka ząbków czosnku
gałka muszkatołowa
skórka otarta z jednej cytryny
sól i odrobina oliwy
ew. trochę śmietany
Liście szpinaku płuczemy z ziemi i osączamy.
Posiekaną szalotkę szklimy na odrobinie oliwy pod koniec dodając posiekany czosnek. Smażymy mieszając jeszcze parę sekund.
Dodajemy liście szpinaku i mieszamy aż zredukują swoją objętość( można dłużej ale ja lubię nie do końca rozgotowany) a pod koniec dodajemy skórkę z cytryny, startą gałkę muszkatołową( ilość wedle upodobań) i sól(ewentualnie trochę śmietany).
Mieszamy i smażymy jeszcze z minutkę.
Tak przygotowany szpinak jest świetny sam w sobie albo jako dodatek do grzanek lub np. kuskusu( moja dzisiejsza kolacja)...właściwie do wszystkiego.
Ja jednak zrobiłam z nim w pierwszej kolejności grzanki.Oczywiście z chlebka pełnoziarnistego.
Ładne kromeczki skropiłam oliwą, ułożyłam na nich cytrynowy szpinak i posypałam pokruszoną fetą.
Dla zaostrzenia posypałam jeszcze świeżo zmielonym kolorowym pieprzem.
Zapiekałam parę minut w 180 stopniach z termoobiegiem...cudowne drugie śniadanie:)
Albo kolacja...albo..;)
SMACZNEGO!
czwartek, 28 kwietnia 2011
On-Imbir,Ona-Lawenda
Kolejna ekstremalna propozycja dla poszukiwaczy herbacianych przygód.
HERBATA IMBIROWO-LAWENDOWA
Każdy z nas pewnie zna herbatkę imbirową...niektórzy pewnie tez mieli styczność z lawendą( głównie w świeczkach zapachowych i woreczkach na mole) ale tak razem? I do tego w herbacie?
Ja jestem herbacianą ekstremistką...być może z racji wykształcenia( biologiczne) mam luźne podejście do tego jakie zielska można jeść i jakich używać w postaci naparów.
Kiedyś ze zdumieniem odkryłam że kwiaty lawendy łatwo kupić....potem że łatwo ją wychodować a na końcu że herbatka z niej jest wcale,wcale...
To moje odkrycie ostatnich tygodni:)
Nie dla tych którym przeszkadza zapach kwiatów w jedzeniu. Moja babcia jej nie cierpi bo uważa że to tak jakby piła perfumy...tak samo zresztą odnosi się do jaśminowej.
Mnie raczej zachwyca:)
Składniki:
Imbir(świeży) pokrojony w plasterki
Szczypta suszonych lub świeżych kwiatów lawendy( świeżych trochę więcej...ok łyżeczki)
Miód do smaku
Imbir i lawendę zalewamy wrzątkiem i parzymy pod przykryciem ok.5 minut.
Dodajemy miód do smaku:)
Miłych doznań:)
HERBATA IMBIROWO-LAWENDOWA
Każdy z nas pewnie zna herbatkę imbirową...niektórzy pewnie tez mieli styczność z lawendą( głównie w świeczkach zapachowych i woreczkach na mole) ale tak razem? I do tego w herbacie?
Ja jestem herbacianą ekstremistką...być może z racji wykształcenia( biologiczne) mam luźne podejście do tego jakie zielska można jeść i jakich używać w postaci naparów.
Kiedyś ze zdumieniem odkryłam że kwiaty lawendy łatwo kupić....potem że łatwo ją wychodować a na końcu że herbatka z niej jest wcale,wcale...
To moje odkrycie ostatnich tygodni:)
Nie dla tych którym przeszkadza zapach kwiatów w jedzeniu. Moja babcia jej nie cierpi bo uważa że to tak jakby piła perfumy...tak samo zresztą odnosi się do jaśminowej.
Mnie raczej zachwyca:)
Składniki:
Imbir(świeży) pokrojony w plasterki
Szczypta suszonych lub świeżych kwiatów lawendy( świeżych trochę więcej...ok łyżeczki)
Miód do smaku
Imbir i lawendę zalewamy wrzątkiem i parzymy pod przykryciem ok.5 minut.
Dodajemy miód do smaku:)
Miłych doznań:)
Zupa pomidorowa z kuminem i kurkumą
Uwielbiam pomidory i wszystko co jest z nimi związane...i ubóstwiam kumin.
Moje wariacje na temat zupy pomidorowej można liczyc w setkach.
Moje potrawy z dodatkiem kuminu też.
Kumin
To inaczej kmin rzymski( rzadziej indyjski)...jego botaniczna nazwa to Cuminum cyminum L. i
nie ma w smaku nic wspólnego z kminkiem chociaż należy do tej samej co on rodziny baldaszkowatych( podobnie jak np.marchew albo arcydzięgiel...bardzo często nasiona baldaszkowych są niezwykle aromatyczne).
Ja odkryłam go poprzez kuchnię indyjską i od czasu pierwszego zauroczenia używam go w hurtowych ilościach i często w niestandartowy sposób.
Z kuminem rzecz się ma podobnie jak z tymiankiem...albo sie go lubi albo szczerze nie znosi...ale jeżeli ktoś lubi kolendrę i kuchnę indyjską to kmin też powinien przypaść mu do gustu:)
Oczywiście jestem za kupowaniem całych nasion a potem mieleniu albo tłuczeniu w moździerzu( drugi sposób ma w sobie swoisty urok) ponieważ zmielony szybko wietrzeje i traci swoje właściwości.
Połączenie z pomidorami uważam za wynalazek na skalę światową :)
Dlatego wczoraj moja pomidorowa nie mogła się bez niego obejść.
To prosta zupka...bez mięsa...bez śmietany...wiosenna i rześka...
Składniki:
500g dobrego przecieru pomidorowego( lub krojonych pomidorów albo świeżych pomidorów bez skórki chociaż wg mnie na to jeszcze zdecydowanie za wcześnie)
250 ml wody
3-4 szalotki, posiekane( albo 1-2 średnie cebule, ale szalotka ma trochę inny smak)
Duuużooo czosnku(można mniej ale ja jestem fanką) koniecznie w cienkich plasterkach...no dobrze, nie koniecznie ale wg mnie to dobrze robi na jakość i formę...po prostu inaczej smakuje:)
Łyżeczka utłuczonych lub zmielonych nasion kuminu.
Pół łyżeczki kurkumy.
Odrobina oliwy.
Sól i pieprz do smaku...
Przygotowanie:
Przecier i wodę wrzucamy do garnuszka.
Szalotkę podsmażamy lekko i pod koniec dodajemy czosnek..mieszamy krótko żeby nie zdążył zbrązowieć ale oddał aromat...wrzucamy wszystko do przecieru.
Dodajemy przyprawy i sól...gotujemy na małym ogniu ok 15 minut...
To naprawdę szybka zupka...leciutka ale takie własnie lubię...dobra na ciepło z grzaneczką i na zimno z dodatkiem szczypiorku jako chłodnik.
Ja ją podaje z pokruszonym kozim serkiem albo fetą...pycha:)
Moje wariacje na temat zupy pomidorowej można liczyc w setkach.
Moje potrawy z dodatkiem kuminu też.
Kumin
To inaczej kmin rzymski( rzadziej indyjski)...jego botaniczna nazwa to Cuminum cyminum L. i
nie ma w smaku nic wspólnego z kminkiem chociaż należy do tej samej co on rodziny baldaszkowatych( podobnie jak np.marchew albo arcydzięgiel...bardzo często nasiona baldaszkowych są niezwykle aromatyczne).
Ja odkryłam go poprzez kuchnię indyjską i od czasu pierwszego zauroczenia używam go w hurtowych ilościach i często w niestandartowy sposób.
Z kuminem rzecz się ma podobnie jak z tymiankiem...albo sie go lubi albo szczerze nie znosi...ale jeżeli ktoś lubi kolendrę i kuchnę indyjską to kmin też powinien przypaść mu do gustu:)
Oczywiście jestem za kupowaniem całych nasion a potem mieleniu albo tłuczeniu w moździerzu( drugi sposób ma w sobie swoisty urok) ponieważ zmielony szybko wietrzeje i traci swoje właściwości.
Połączenie z pomidorami uważam za wynalazek na skalę światową :)
Dlatego wczoraj moja pomidorowa nie mogła się bez niego obejść.
To prosta zupka...bez mięsa...bez śmietany...wiosenna i rześka...
Składniki:
500g dobrego przecieru pomidorowego( lub krojonych pomidorów albo świeżych pomidorów bez skórki chociaż wg mnie na to jeszcze zdecydowanie za wcześnie)
250 ml wody
3-4 szalotki, posiekane( albo 1-2 średnie cebule, ale szalotka ma trochę inny smak)
Duuużooo czosnku(można mniej ale ja jestem fanką) koniecznie w cienkich plasterkach...no dobrze, nie koniecznie ale wg mnie to dobrze robi na jakość i formę...po prostu inaczej smakuje:)
Łyżeczka utłuczonych lub zmielonych nasion kuminu.
Pół łyżeczki kurkumy.
Odrobina oliwy.
Sól i pieprz do smaku...
Przygotowanie:
Przecier i wodę wrzucamy do garnuszka.
Szalotkę podsmażamy lekko i pod koniec dodajemy czosnek..mieszamy krótko żeby nie zdążył zbrązowieć ale oddał aromat...wrzucamy wszystko do przecieru.
Dodajemy przyprawy i sól...gotujemy na małym ogniu ok 15 minut...
To naprawdę szybka zupka...leciutka ale takie własnie lubię...dobra na ciepło z grzaneczką i na zimno z dodatkiem szczypiorku jako chłodnik.
Ja ją podaje z pokruszonym kozim serkiem albo fetą...pycha:)
środa, 27 kwietnia 2011
Ziemniaczane bułeczki z czarnymi oliwkami i tymiankiem
Zapragnęło mi się małych pikantnych bułeczek idealnych do podjadania na werandzie z gazetką, ewentualnie książką i w pełnym słoneczku lub( wedle upodobań) w półcieniu...
Niestety...drożdże wyszły...do sklepu(z lenistwa) daleko...
Poratowałam się jedną z moich ulubionych książek:
"Dania jarskie-wielka księga kucharska"-Konemann bo przypomniałam sobie że w jednym z działów były właśnie takie slodkie małe bułeczki na proszku do pieczenia.
Wybrałam ziemniaczane z oliwkami.
W oryginalnym przepisie jest mniej ziemniaków i rozmaryn zamiast tymianku.
Ale znana jestem z mojej miłości do Thymus więc...
Wyszły rewelacyjnie...miękkie...ze względu na dodatek ziemniaków z typu tych wilgotnych i cięższych ale bez śladu zakalca...po prostu idealne.
Na ciepło i na zimno...polecam:)
BUŁECZKI ZIEMNIACZANE Z OLIWKAMI
Składniki:
350g ugotowanych ziemniaków utłuczonych z pieprzem i mlekim.
2 kubki mąki
3 łyżeczki proszku do pieczenia
30g masła
3 łyżeczki tymianku
posiekane czarne oliwki (pół szklanki)
woda
mleko do posmarowania bułeczek
Przygotowanie:
Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia. Dodajemy masło i rozcieramy końcami palców.
Dodajemy oliwki i tymianek. Mieszamy.Wrzucamy utłuczone ziemniaki i ewentualnie trochę wody tak by powstało miękkie i elastyczne ciasto.Szybko wyrabiamy.
Rozpłaszczamy ciasto na blacie na grubość ok 2-3 cm i wykrawamy szklanką bułeczki.
Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w pewnych odstępach bo troszkę rosną w szerz.
Smarujemy mlekiem.
Pieczemy w nagrzanym piekarniku( 175 stopni z termoobiegiem) ok. 15 minut.
Trochę może dziwić brak soli w przepisie ale oliwki są słone same w sobie a ja jeszcze trochę posoliłam ziemniaki w czasie ich tłuczenia. Jeżeli ktoś lubi bardziej słone potrawy musi jej jeszcze dodać. Mnie wystarczyło tylko tyle:)
Niestety...drożdże wyszły...do sklepu(z lenistwa) daleko...
Poratowałam się jedną z moich ulubionych książek:
"Dania jarskie-wielka księga kucharska"-Konemann bo przypomniałam sobie że w jednym z działów były właśnie takie slodkie małe bułeczki na proszku do pieczenia.
Wybrałam ziemniaczane z oliwkami.
W oryginalnym przepisie jest mniej ziemniaków i rozmaryn zamiast tymianku.
Ale znana jestem z mojej miłości do Thymus więc...
Wyszły rewelacyjnie...miękkie...ze względu na dodatek ziemniaków z typu tych wilgotnych i cięższych ale bez śladu zakalca...po prostu idealne.
Na ciepło i na zimno...polecam:)
BUŁECZKI ZIEMNIACZANE Z OLIWKAMI
Składniki:
350g ugotowanych ziemniaków utłuczonych z pieprzem i mlekim.
2 kubki mąki
3 łyżeczki proszku do pieczenia
30g masła
3 łyżeczki tymianku
posiekane czarne oliwki (pół szklanki)
woda
mleko do posmarowania bułeczek
Przygotowanie:
Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia. Dodajemy masło i rozcieramy końcami palców.
Dodajemy oliwki i tymianek. Mieszamy.Wrzucamy utłuczone ziemniaki i ewentualnie trochę wody tak by powstało miękkie i elastyczne ciasto.Szybko wyrabiamy.
Rozpłaszczamy ciasto na blacie na grubość ok 2-3 cm i wykrawamy szklanką bułeczki.
Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w pewnych odstępach bo troszkę rosną w szerz.
Smarujemy mlekiem.
Pieczemy w nagrzanym piekarniku( 175 stopni z termoobiegiem) ok. 15 minut.
Trochę może dziwić brak soli w przepisie ale oliwki są słone same w sobie a ja jeszcze trochę posoliłam ziemniaki w czasie ich tłuczenia. Jeżeli ktoś lubi bardziej słone potrawy musi jej jeszcze dodać. Mnie wystarczyło tylko tyle:)
Szanowna Pani Tymianek
Czas na herbatęJeżeli któreś z was czytało kiedyś trylogię Robin Hobb o uczniu skrytobójcy to wie skąd ten tytuł:)
Lubiłam tę postać:)
Chociaż to nie z jej powodu mam sentyment do herbatki z tymianku.
Z tą herbatką jest tak że albo się ją kocha albo nienawidzi...ma mocny smak i odurzający wyrazisty zapach..trochę subtelniejszy kiedy uzywamy świeżego ziółka.
Ja należę do tych co go ubóstwiają.
Kiedy wczoraj z wieczora zrobiłam sobie mały i mocny saganek tego naparu moja współlokatorka powiedziała że ma tak boski zapach że od niego samego można wyzdrowieć:)
To prawda...tymianek działa bakteriobójczo i stymulująco na układ immunologiczny..pomaga w trawieniu...według mnie nic lepiej nie rozgrzewa i nie koi...ja po prostu wierzę w moc tymianku:)
A kocham jego smak:)
Dla złagodzenia czasem dodaję łyżeczke miodu...ale wyrazistego( gryczanego albo spadziowego) bo delikatniejsze nikną...
HERBATKA Z TYMIANKU
łyżeczka suszonego albo terzy łyzki świeżego ziela tymianku
gorąca woda
miód do smaku
Uwaga!
Zaparzamy koniecznie pod przykryciem!
Smacznego!
Lubiłam tę postać:)
Chociaż to nie z jej powodu mam sentyment do herbatki z tymianku.
Z tą herbatką jest tak że albo się ją kocha albo nienawidzi...ma mocny smak i odurzający wyrazisty zapach..trochę subtelniejszy kiedy uzywamy świeżego ziółka.
Ja należę do tych co go ubóstwiają.
Kiedy wczoraj z wieczora zrobiłam sobie mały i mocny saganek tego naparu moja współlokatorka powiedziała że ma tak boski zapach że od niego samego można wyzdrowieć:)
To prawda...tymianek działa bakteriobójczo i stymulująco na układ immunologiczny..pomaga w trawieniu...według mnie nic lepiej nie rozgrzewa i nie koi...ja po prostu wierzę w moc tymianku:)
A kocham jego smak:)
Dla złagodzenia czasem dodaję łyżeczke miodu...ale wyrazistego( gryczanego albo spadziowego) bo delikatniejsze nikną...
HERBATKA Z TYMIANKU
łyżeczka suszonego albo terzy łyzki świeżego ziela tymianku
gorąca woda
miód do smaku
Uwaga!
Zaparzamy koniecznie pod przykryciem!
Smacznego!
wtorek, 26 kwietnia 2011
Tulipany
Nie wiem jak Wy ale Ja osobiście najbardziej lubię właśnie takie, szeroko otwarte tulipany w ogrodzie...
Popatrzcie, czyż nie są przepiękne?
I do tego tylko stolik(najlepiej z zielonym obrusem)...dzbanek dobrej herbaty lub soku z cząstkami owoców i ziół oraz miłe towarzystwo... trzeba czegoś więcej?
Miłego biesiadowania:)
Popatrzcie, czyż nie są przepiękne?
I do tego tylko stolik(najlepiej z zielonym obrusem)...dzbanek dobrej herbaty lub soku z cząstkami owoców i ziół oraz miłe towarzystwo... trzeba czegoś więcej?
Miłego biesiadowania:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)













