niedziela, 17 maja 2015

Sałatka z młodych listków lipy z kozim serem, żytnimi grzankami i sosem karobowym

Opuszczamy na krótką chwilę majowe szparagi i zajmiemy się surowcem który już prawie się skończył: młodymi listkami lipy.
Jeszcze przez całe lato będzie można zbierać pojedyncze młode lipowe listki z gałązek odrastających z pni  ale tak naprawdę to już końcówka sezonu.

Proponowaną sałatkę można więc podać z innymi młodymi jadalnymi listkami drzew albo ziół.
Zestaw zieleniny z serem kozim, grzankami i sosem karobowym będzie równie smaczne i w innych wydaniach.



SAŁATKA Z MŁODYCH LISTKÓW LIPOWYCH Z KOZIM SEREM I SOSEM KAROBOWYM

Składniki:

dwie garści młodziutkich listków lipy (najlepiej jeszcze lepiące ale są dobre dopóki są miękkie i nie łykowate)
kawałek dobrego dojrzewającego sera koziego
kromka chleba żytniego, czerstwego plus łyżka oliwy i ząbek czosnku

 sos: kilka łyżek oliwy, sok z połowy limonki, łyżka melasy karobowej , sól&pieprz

Przygotowanie:

1. Przygotowujemy grzanki: kromkę chleba żytniego nacieramy oliwą i zmiażdżonym ząbkiem czosnku. Kroimy w kostkę i podpiekamy w piekarniku aż się zrumienią. Odstawiamy.

2. Listki lipy myjemy, osuszamy i układamy na talerzu. Dodajemy pokrojony w kawałki ser.

3. Robimy sos: wszystkie składniki dokładnie mieszamy i gotowym sosem polewamy sałatkę.

4. Gotową sałatkę posypujemy grzankami i podajemy od razu.

Smacznego!

sobota, 16 maja 2015

Zielone szparagi pieczone z oliwą kurdybankową

Zaczął się sezon na szparagi!!!
Ci co je kochają już o tym wiedzą i od jakiegoś czasu zwiedzają bazarki i sklepy w poszukiwaniu swoich idealnych szparagowych pęczków.
Ja zdecydowanie bardziej lubię zielone.
Wyraziste i wiosenne.

Pierwsze zawsze robię w podobny sposób: piekę w piekarniku.
Tym razem z małą wariacją w postaci oliwy kurdybankowej.




OLIWA KURDYBANKOWA
pół szklanki dobrej oliwy
garść kurdybanka (Bluszczyk kurdybanek Glechoma hederacea L.) można zastąpić bluszczykiem kosmatym (Glechoma hirsuta Walds.& Kit) lub innym ulubionym aromatycznym ziołem.

Oliwa kurdybankowa jest banalna do zrobienia. Wystarczy zebrać garść kurdybanka. Drobno go posiekać, wsypać do słoiczka i zalać połową szklanki dobrej oliwy na 24h. Potem odcedzić (albo i nie jak nie przeszkadzają nam kawałki listków) i używać do czego chcemy. Przechowujemy do tygodnia w lodówce.



PIECZONE SZPARAGI PIECZONE Z OLIWĄ KURDYBANKOWĄ

Składniki:

pęczek szparagów
oliwa kurdybankowa
sól
1-2 ząbki czosnku
czarny świeżo utłuczony pieprz

Przygotowanie:

1.Szparagi umyć, odłamać końcówki. Ułożyć w formie do pieczenia.

2. Polać oliwą kurdybankową (2-3 łyżki), posypać solą i utłuczonym pieprzem. Delikatnie przemieszać.

3. Zapiekać w piekarniku nagrzanym do temp 180 stopni aż szparagi delikatnie się zrumienią.( 10-15 minut)

Podawać gorące:)

środa, 13 maja 2015

Aksamitny mus karobowy z jadalnymi kwiatami.

Zakochałam się w karobie już dobrych parę lat temu.
Nie szukałam specjalnie zamiennika kakao bo nie jestem na niego uczulona ale wyczytałam gdzieś że nie zawiera fenyloetyloaminy i dlatego nie powoduje migren z którymi walczę odkąd pamiętam.
Jest też bezpieczny dla psów( kakao i czekolada są dla nich trujące) no i jest całkiem wartościowy.
Więc kupiłam, spróbowałam i zostałam zauroczona.
Bardzo lubię jego lekko słodkawy...może nawet miodowy posmak. Uwielbiam melasę karobową...szczególnie w klasycznym połączeniu z pastą tahini.

Ale dzisiaj mam dla was inną propozycję.
Zapraszam na aksamitny, aromatyczny karobowy mus na bazie awokado z dodatkiem jadalnych kwiatów: płatków pigwowca, kwiatów jasnoty białej i lilaka.



AKSAMITNY MUS KARBOWY NA BAZIE AWOKADO Z JADALNYMI KWIATAMI

Składniki:

2 dojrzałe, miękkie awokado
2-4 łyżki karobu w proszku ( w zależności od upodobań)
łyżeczka soku z cytryny
miód, syrop z agawy lub melasa morwowa lub karobowa do smaku (ok.1 łyżki)
ew. odrobina wanilii lub cynamonu niekoniecznie)

dodatkowo: jadalne kwiaty: płatki pigwowca, kwiaty lilaka, kwiaty jasnoty itp.



Przygotowanie:

1. Awokado obrać ze skórki i usunąć pestkę.Przełożyć do miski. Dodać sok z cytryny.
Dodać karob i słodzik i wszystko dokładnie zblendować na gładką masę.

2. Gotowy mus przełożyć do pucharków i posypać jadalnymi kwiatami.

Smacznego!
Bez trudu...bez godzin w kuchni...kolorowo i wiosennie:)






poniedziałek, 11 maja 2015

Moskole z kurdybankiem

Gościłam ostatnio w górach.
I zatęskniłam. Za ochrypłymi głosami kogutów nad ranem..za szumem rzeki za polem. Za zapachem czeremchy i wodą ze studni. Za nocnym szczekaniem psa i odgłosami łapek kun na dachu.
Za rozgrzaną blachą w kuchni opalanej drewnem na której zawsze piekły się pyszności.

I postanowiłam zrobić je...te ultraproste ziemniaczane górskie placki których smak czasem mi się śni.
Nie mam kuchni opalanej drewnem...nie mam więc gorącej grubej blachy ale piekarnik też dał radę.

Ale ponieważ nie dałabym i tak rady przyrządzić ich tak jak robiła to babcia postanowiłam podkręcić je bluszczykiem kosmatym ( Glechoma hirsuta Waldst.&Kit) bliskim kuzynem kurdybanka ( Glechoma hederacea L.).
Przywiozłam go z gór gdzie jest bardzo częsty. Również jadalny jak kurdybanek o podobnym ale trochę delikatniejszym aromacie. Dlatego przepis nazwałam moskolami z kurdybankiem.
Kurdybanek jest popularniejszy i oba mogą być stosowane zamiennie.



MOSKOLE Z KURDYBANKIEM

Składniki:

pół kilo ugotowanych i dokładnie utłuczonych ziemniaków
250g mąki
pół łyżeczki soli
2-3 łyżeczki posiekanego bluszczyku kosmatego lub kurdybanka

Przygotowanie:

1. Wszystkie składniki dokładnie wymieszać i zagnieść gładkie ciasto.

2. Piekarnik rozgrzać ( z blachą w środku) do 200stopni

3. Z ciasta lepić okrągłe placuszki średnicy ok. 6 cm i grubości 1cm. Łatwiej to będzie robić jeżeli lekko zwilżymy ręce.

4. Układać je na rozgrzanej blasze (bez tłuszczu!) i piec z obu stron na rumiano. placki pieką się chwilę czasu. Nie należy ich za wcześnie przewracać bo na początku przywierają lekko ale kiedy się zrumienią łatwo odchodzą od blachy.

Smacznego!



Można podawać z kwaśną śmietana, bryndzą, sosem grzybowym lub pomidorowym.
Wedle gustu.

niedziela, 10 maja 2015

Sprawozdanie z warsztatów w Czerwonym Klasztorze i sałatka na pochmurne dni.

Wróciłam...
Wróciłam ale potrzebowałam trochę czasu żeby poukładać w głowie wszystkie doznania, wspomnienia i radości.
Tegoroczne warsztaty w Czerwonym Klasztorze na Słowacji były inne niż w zeszłym roku.
Więcej w nich było u mnie skierowania do wewnątrz.
Więcej samotności (ale nie osamotnienia!) i kontemplacji.
Ale były wspaniałe!:)
Jak zawsze szczerze polecam!

Zjechaliśmy do Czerwonego Klasztoru pod wieczór. Zachwycenia górskimi krajobrazami zaczęły się już dużo wcześniej.
Z niecierpliwością czekałam na spotkanie ze znajomymi z poprzedniej edycji i na nowe twarze:)
I na pierwsze spotkanie w murach klasztornych.
Alicja przywiozła cały kosz bułeczek z czarnuszką i czosnkiem niedźwiedzim...ktoś inny ciasteczka.
Zasiedliśmy w fotelach, na łóżkach, na kanapie i podłodze...i poczułam się od razu jak wśród swoich :)

To jedna z niesamowitych cech tych warsztatów i osoby Marka.
Potrafi skupić wokół siebie bardzo ciekawych ludzi i każdy może być tu sobą. A przecież jesteśmy z wielu różnych bajek. Czasem z drastycznie różnymi zainteresowaniami.
Biolodzy, artyści, informatycy a nawet spece od betonu;)

W tym roku ponieważ wiosna w górach opóźniła się o dwa tygodnie trafiliśmy na przepiękny czas kwitnących tarnin. Tworzyły na zboczach gór białe zbiorowiska zwane czyżnie (klik ) które wyjątkowo malowniczo ozdabiały krajobraz.
Równie zachwycająco wyglądały łąki kwitnących pierwiosnek a warsztaty w terenie (z dużą dawką wiedzy etnobotanicznej) pozwalały nasycić się tym wszystkim:)

Widok na Trzy Korony ( na zboczu widać biało kwitnące tarniny)
 

Widok na przełom Dunajca
 
Kwitnące tarniny przyciągające chmary zapylaczy
 


Spotkałam wiele roślin których już nie było w zeszłym roku: łuskiewnika różowego, zdrojówkę rutewkowatą, pierwiosnkę wyniosłą...botaniczny szał:)
Całość dopełniały wieczorne wykłady (m.in. przepięknie ilustrowany wykład o wiosennych roślinach na Krecie) oraz wesołe życie towarzyskie( obiady w lokalnej knajpie U Petrika) i własne wycieczki np. przełomem Dunajca.

Lulecznica Kraińska

Łuskiewnik Różowy
 


Poznałam kilka nowych ciekawych i przemiłych osób (polecam stronkę Sylwii Element Earth ).
Nagadałam się ze znajomymi z poprzednich edycji:)
Poprzebywałam w przyrodzie...wróciłam zrelaksowana i szczęśliwa:)


Bardzo fajnym elementem warsztatowym była wizyta w powstającym Biotop Lechnica gdzie zaznajamialiśmy się z permakulturą oraz zjedliśmy najlepsze naleśniki na świecie smażone na żywym ogniu popijając je herbatką z lawendy i gojnika:)
O tym miejscu pisałam już tutaj i zachęcam wszystkich do wsparcia projektu. Czasu coraz mniej!
Zajrzyjcie :Polak Potrafi Biotop Lechnica .

Biotopowy chrobotek
 


Ostatniego dnia narwałam trochę zieleniny na górskich łąkach,w tym moje ulubione młodziutkie lipowe listki i po powrocie do domu zrobiłam z nich przepyszną sałatkę...kto nie próbował.. koniecznie musi nadrobić:)




SŁONECZNA SAŁATKA Z MŁODYCH LISTKÓW LIPY I POMIDORKÓW KOKTAJLOWYCH

Składniki:
garść młodziutkich listków lipy
garść pomidorków koktajlowych przekrojonych na pół

sos musztardowy:
2 łyżki oliwy
łyżka ulubionej musztardy
ząbek czosnku
odrobina soku z cyryny
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

1. Na talerzyku rozkładamy umyte listki lipy i połówki pomidorków.

2. Robimy sos: sól rozpuszczamy w soku z cytryny, dodajemy oliwę i musztardę i zmiażdżony ząbek czosnku. dokładnie mieszamy. Doprawiamy pieprzem. Polewamy nim sałatkę.

Smacznego!:)